Thursday, May 11, 2017
Ciąg dalszy - N2C- Not Too Close!
Nowy rozdział blogowego zycia, klikaj tu: Podaj dalej
Zapraszam!
Sunday, April 19, 2009
Ciąg dalszy - Espahotel!
Nowy rozdział blogowego zycia, klikaj tu: Podaj dalej
Zapraszam!
Tuesday, March 31, 2009
KONIEC - NO PASSARAN
Zaszło Słońce nad dniem, ktory zaczął się dla mnie ponad póltora roku temu.
Oswoiłem miejsce, którego oswoić nie chcialem i oswoić nie miałem zamiaru. Stałem się częścia tego tutaj, mam tu swoje adresy, chodniki, mam tu swój gic.
Miejsce zupełnie inne niż to, które do tej pory znałem. Miasto trzykrotnie mniejsze i pięciokrotnie młodsze niż Warszawa, z której tu przyjechałem. A mimo to miasto z wyraźnym Centrum, miasto o tysiącu twarzy z Oceanem za oknem. Niby młode, ale w prowadzeniu i obyciu jest na wskroś czterdziestolatkiem. Miasto, które zostawia za sobą tęsknotę tysięcy turystów i tych, którzy tu nigdy nie byli.
W moim mieście wciąż tysiące przodków spoczywa w bezimiennych, nieodkrytych jeszcze powstańczych mogiłach. W moim mieście wciąż giną ludzie za butelkę wódki, inny kolor szalika, za nic...Wracam do tego miejsca przez które przetoczyło się kilka wojen, powstańczych zrywów, rewoulcji. Zosatwiam to moje tutaj, gdzie miejsce miała zaledwie jedna rewolucja - i co najwyżej - obyczajowa. Moje tu i tam bez względu na wszystkie różnice naznaczone jest tym samym, niezbywalnym piętnem... Należe po prostu do tych miejsc, w których zostawiam swoje wspomnienia...
Przeszłość miesza się z teraźniejszością, fakty z wyobrażeniami o nich, rum z colą, facebook z not-so-closem..."Ola, Ola moja paranoja" folk Gogola z punkime Bordello...Nomadic Chronicle...this is how it's all begun!
Garść technicznych ścinków, którymi od czasu do czasu mam nadzieję się jak dziecko jarać:
- 37.000 mil w powietrzu
- okolo 30.000 kilometrów po drogach Ameryki Północnej (zarówno jej zachodniej, polnocno-wschodniej jak i hawajskiej części). GPSy tom toma, garmina, glowfisha z kombinacjami róznych map okazały sie niezwykle pomocne na drogach I bezdrozach Ameryki. Smochody naprawde bardzo rozne: od sportowych mustangow, przez zwykle kompakty, samochody terenowe, suvy, kabriolety, cztero i dwu napedowce, pickupy, cztero, szescio i osmio cylindrowe potwory oraz samochody luksusowe.
- 3000 kilometrow motorem bmw f650 popularnie nazywanym "Koza"
- kilkadziesiat godzin na Oceanie spokojnym spedzilem na pokladzie goscinnej 26 stopowej lodzi "Mc Gregor" o nazwie Happy Hour, która przez ten czas występowała pod banderami Polską, Amerykańską, Piracką i Nurkową ;)
- Kontynent amerykański oglądałem z powietrza, z powierzchni ziemi jak równiez spod tafli wody (i mam na to dowody):
Dokumentacja fotograficzna wykonana przy użyciu:
- aparatów firmy Sony/Canon/Panasonic
* znakomita wiekszosc zdjęć została wykonana aparatem sony systemu alfa, model 100 z różnym zestawem obiektywów sigma/sony/minolta. Kitowy obiektyw poległ w okolicy 20000 tysiecznej klatki, zdarzenie to miało miejsce w Bostonie. Poza tym alfa wykazała sie w tym czasie niebywałą odpornoscią na kurz, wodę, uszkodzenia mechaniczne i byla przez cały czas trwania projektu n-s-c niezmiernie przewidywalna (około 30.000 zdjęć na koncie). Część zdjęć została zrobiona aparatami Panasonic Lumix z3, canonem D40 oraz d400 (outsourcing).
* Zdjęcia podwodne wykonano przy uzyciu wspomnianego lumixa (w czasie jednej z ostatnich wypraw nadszedł kres żywota pierwszego z nich). Do zestawu dokupiona została dedykowana obudowa podwodna, wodoszczelna do 40m.
* Zwiedzanie podwodnego świata odbywało się za pomocą kombinacji sprzętu firm: cressi, suunto, bare, mares, zeagle. Pamiętacie profile z de trójki?
Do zapisu wideo używałem:
* aparatów Panasonic lumix oraz canona serii PowerShot (outsourcing)
* Liczba bloga, która wyprzedziła moje najsmielsze oczekiwania 11271 - nadal rośnie i budzi spore emocja na youtube,
No właśnie, podczas całej wyprawy gdzieś w tle słychać było także wystrzały z mossberga .12 , sks-a 7.62mm, Mosina Naganta i Rugera .22).
Chyba najlepiej ten amerykanski czas podsumowaly slowa Michelle Houwer z biura w San Francisco...
"I totally agree - and do admire your spirit as you have made the best of your time and took the time to see more of America than most American's. Keep me posted on your upcoming travels. It would be great to hear from you again when you are back home!!! Enjoy your trip with your girlfriend!". A przygoda nadal trwa, ale teraz juz z Narzeczona, ktora wiekszosc z tych wypraw dzielnie zaliczyla razem ze mna ;-)
Dziękuję:
Beacie, Dorocie, Ewie, Piterowi, Martinowi, Zbyszkowi, z którymi większość czasu i sprzętu w podróży współdzieliłem I których pomoc oraz doswiadczenie okazały się niezmiernie pomocne a często kluczowe dla powodzenia poszczegolnych wypraw...
Pozdrowienia przede wszystkim dla blogo-n-s-c czytaczy (dzieki i respekt za wytrwalosc) a także dla reszty spotkanych podczas tej podróży ludzi - przekręcam pierścień jeszcze raz, choć to się więcej juz nie zdarzy.
Zostawcie jeszcze zapalone światło na n-s-c zakladce - ale nie na długo...
Mam nadzieje, ze jeszcze sie gdzies zobaczymy!
Saturday, March 28, 2009
Zatanczysz ze mną jeszcze raz? Ostatni raz?
Date: 03.07.2009
Start: 7:30 pm
Place: 411 Point Lobos
RSVP by 03.05.2009
See you there!
Thursday, March 26, 2009
Motorem po Lombard street czyli ostatnia taka podróż do pracy
Pozdrawiam.
Wednesday, March 25, 2009
falowa natura fal
** GALERIA FOTO **
![]() |
| The Waves Google photos link |
Thursday, March 19, 2009
Hawaje - Maui - Z łodzi
Nie żałujcie pieniędzy na wypływanie w morze.
Hawaje z pokładu katamaranu...i nie tylko.
![]() |
| Maui - from the Boat Google photos link |
Thursday, March 12, 2009
Hawaje - Underwater photos
P.s Uaktualnilem rowniez poprzednia galerie foto o kilka zdjec. Okazuje sie po przejrzeniu, ze samej wyspy w galerii wyspa nie jest wiele :-) musicie uzyc zatem swojej wyobrazni. Pozdrawiam i wierze, ze sie Wam uda.
Piotrek Pedro de Bullets
dla znajomych Qty
Ole!
** GALERIA FOTO **
![]() |
| Unterwasser Google photos link |
Wednesday, March 11, 2009
Hawaje - Maui - Wyspa
No tak! Nie zdazylismy sie rozpakowac w Warszawie a juz wyladowalismy w Madrycie. Muszę przyznac, ze od razu mi się tu spodobało, ale o szczegóły opowiem Wam juz na zupełnie innej platformie. Póki co dajcie mi kilka dni na dokonczenie kalifornijskiej opowieści, która naprawdę zakonczyła się miło. Stay tuned!
** GALERIA FOTO **
![]() |
| Maui - The Island Google photos link |
Tuesday, March 10, 2009
Monday, March 9, 2009
Friday, March 6, 2009
Sunday, March 1, 2009
Sunday, February 22, 2009
Arizona dream - wśród kaktusów + coś jeszcze
Wednesday, February 18, 2009
Obwieszczenie parafialne - nowe ścieżki rozwoju (na youtubie)
Być może przez ten cały czas mojej nieobecności w kraju, myśleliście że zajmuję się inżynierią, pracując dla jednej z międzynarodowych firm. Z pewnoscią nie wiedzieliście o moim prawdziwym zajęciu - nie mogliście. Ja też nie mogłem Wam o tym powiedzieć. Blog prowadzony w międzyczasie miał tylko pomóc mi w uwiarygodnieniu mojej oficjalnej wersji. Dziś, gdy umowa wygasa, mogę Wam bardzo enigmatycznie opowiedzieć o tym co robiłem w tym tak zwanym międzyczasie.
Rekwizyty i stroje udostępniło Muzeum Militarystyki Hobbystycznej, Oddział mobilny w San Jose. Za okazaną pomoc w odegraniu ról podziękowania składam wszystkim, którzy tam byli oraz Kustoszowi owego Muzeum - Peterowi P.
Tuesday, February 17, 2009
Walentynkowa misja stabilizacyjna - Box Canion, CA
Tuesday, February 10, 2009
Zzyzx oraz dyskurs w temacie
W Zzyzex sa nawet ulice i ograniczenia prędkości, ale to właśnie to jeziorko stanowi centrum tego miejsca...
Na dyskurs w temacie pozwolę sobie, gdyz czasem jednak spojrzę w szkło co niesie kulturę i rozrywkę masom. Nie wiem czy bezideowość to odwieczny problem, znak czasów czy tylko zmartwienie naszej cyfrowo stymulowanej generacji? A kolejna osoba, mówi mi dziś, że nie wyobraża sobie wychowywania dziecka w Ameryce...A Ameryka to taka Polska, tylko 20 lat do przodu... Róbcie zatem dzieci czym prędzej bo dalej na wschód nie ma już gdzie uciekać. Znaczy koniec zachodniej cywilizacji musi bliski ;-)
Saturday, February 7, 2009
Do pewnych miejsc wracam...
Możesz przejechac Death Valley i zaliczyć wszystkie przewodnikowe atrakcje turystyczne.
Możesz zjechać z trasy i zobaczyć wspaniałe widoki zarezerwowane tylko dla czteronapędowców. Możesz kopać dołek w bad water basin by być jeszcze głębiej, możesz zrobić to wszystko 7 razy i mówić z nutką zniechęcenia o standardach turystycznych tego miejsca, ale nie mów, ze znasz DV jeśli nie doświadczyłeś tam nocy pod gwieździstym niebem, otoczony pustynią, słuchając Sacred Spirit. Czysta forma.
Friday, February 6, 2009
Na śniegu, na wczasach - ogień buntu przygasa
Squaw Valley jest resortem narciarskim ładnie wkomponowanym w jedną z dolin, która składa się na nieopisany wciąż obraz miliona nieznanych mi jeszcze twarzy Californii. Ta olimpijska dolina jest jedną z największych i najbardziej narciarsko zorientowanych atrakcji całej Ameryki (tej Ameryki okrytej dumą gwieździstego sztandaru). Czy mozna miec wszystko? Pewnie nie, ale California to wszystko ma! Oprócz palm, pięknych plaż, Hollywood, Silicon Valley, Oceanu Spokojnego California ma też Lake Tahoe z przyklejonym do niego rogalem zimowych resrtów, z ktorych jeden - Squaw Valley był gospodarzem zimowej olimpiady roku 1960. Sama nazwa Squaw oznacza żonę indianina bądz po prostu Indiankę (zależy, na którym poziomie gender kłazaj (lub po staropolsku quasi) rozwoju sie znajdujecie*. Zostawiajac na boku wszelkie lingwistyczno - społecznosciowe kwestie wracam na prędce do tematu. Wśród kolorowych ulotek opisujacych uroki Tahoe na pewno zauważycie nazwy takie jak: Alpine Meadows, Sugar Bowl, NorthStar, Mt Rose czy Dimaond Peak. Wszystkie one składaja sie na wielkie wczasowisko zwyczajowo nazywane Tahoe (wym. Taho), które rozposciera się wsoród łańcucha gór Sierra Nevada na poziomie około1,890 m n.p.m. Wspomniana Squaw Valley ulokowała się natomiast malowniczo wśród sześciu górksich szczytów na terenie o powierzchni około 16 km². Jednym z wyższych punktów resortu jest Granite Cheif wystający 2,760 m nad poziom odniesienia, który w tym wypadku jest poziomem lustra wody zgromadzonej w dowolnym zbiorniku wielkiego oceanu. Największym nad Lake Tahoe resortem narciarskim jest natomiast Heavenly. Jest tu wszystko I jeszcze więcej. Są wyciągi, krzesełka, orczyki, sklepy, restauracje, piwiarrnie, deptaki, klimatyczne miejsca, outlety, wypożyczalnie sprzętu, słowem - wszystko. Heavenly mimo swojej kurortowej doskonałosci jest mi znane jednak najbardziej z tego, ze wlasnie tam, po wielu rozterkach i dylematach czapka dla Ewy została w koncu zakupiona (choc uszy ponoc nadal marzną).
Całe zimowe Tahoe wraz ze swymi najbardziej znanymi miejscami przyciaga rokrocznie 600,000 entuzjastow zimowego szalenstwa. Wśród nich jestem także ja, mimo, ze w grupie tych co lubią chodzic po górach i z nich schodzic lub zjezdzac na deskach dwoch czy jednej jeszcze nie jestem. Mi zostaja slizgawki, sanki, jabłuszka oraz wszystkie inne urządzenia zjezdzajaco - brodzace** lub po prostu grzaniec przy kominku...
Są wymagającyPrzepiękne trasy widokowe, niezaawodna pogoda, ktora dostarcza śniegu (chyba nawet w naddatku - 12 m w ciagu sezonu zimowego) i dobra infrastruktura czynią z narciarskiego Lake Tahoe mekkę wszystkich ludzi sniegu. Jesli natomiast człowiekiem śniegu nie jesteś lub chwilowo szukasz odmiany zawsze możesz odwrócic się na pięcie od turystycznego main streamu i zapatrzyc się bez pamięci w obecną jakby trochę za plecami, smiertelnie powazna, zawsze posępną toń Lake Tahoe (ponad 500m w dół i piekielnie zimna woda budzi respekt).
Trochę mleka w ramach dodatku... (do tych platkow)
W Squaw Valley ciekawostką było dla mnie polskie godło (Orzeł jeszcze bez korony) zamieszczone wśród wielu innych śwaidków heraldyki ubiegłej epoki. Pierwszy raz byłem w miejscowości, w której wciąż płonie olimpijski znicz. W resorcie Mt Rose coś się we mnie złamało, coś pękło. Do dziś pamiętam jak z pogardą i obrzydzeniem skanowaliśmy z kolegami , kurortowych turstow ubranych jak we włoskich filmach z epoki. Kolorowe kombinezoniki, wymyślne czapeczki, okulary i caly ten narciarsko – resortowy, jak wtedy myślalem- syf. Tak jest, dziesiec lat temu chodząc w przemokniętych adidasach po trochę zabłocnonym, trochę snieżnym, trochę spływajacym do ulicznej kanalizacji Zakopanem byłem milion kilometrów od zrozumienia panów i pań poubieranych w jakieś jaskrawo - kreszowe kombinezony, które oprócz ochrony przed śniegiem, zimnem, otarciami i przmoknięciem zapewniały także dobre notowania towarzyskie na stoku. Pierwszy raz w Mt Rose pomyslałem sobie, że może sam bym się spróbował ze stokiem...
Nie wiem czy obrastam juz w tłuszcz konformizmu klasy średniej, czy może myślę sobie powoli o tych wszystkich rozrywkach zapewniajacych pierwotną wspólnotę tematów (z większością) podczas lunchowo – biurowo – towarzyskich dysput przy ski resortowym palenisku.
Grzecznych miast synowie i córki – niegrzecznie zjezdzjmy z górki...szałowo... na pazurki...
Oto radosna nowina. Chyba na starośc normalnieje!
P.s. Dziękuję Wszytskim, którzy tam byli. Był to naprawde jeden z bardziej klimatycznych wyajzdów. Były podróże tak w czasie jak i w przestrzeni, był kominek, był balsam łotewski (?), rozmowy i znów jedna oś i brak łańcuchów, były też komunikaty w radiu i na panelach świetlnych. Znów całościowo dalim rade.
Dodatki: Polecamy hot tubes pod otwartym niebem w Nepheles (Drinki allowed!). Kolano niestety jest dla mnie wciąż wielką przeszkodą, dziękuję Evie za solidarnośc na stoku.
Wrzuty do dysputy:
*. Z resztą jak się okazuje samo słowo potrafi wzbudzic znacznię wiecej emocji
** (ski mobile musi fajne)
Uwaga: W Tahoe mieszka sporo Polakow – jeden kiedys uratował mnie przed karą za zgubienie biletu parkingowego.
Thx










