** GALERIA FOTO **
Sunday, December 28, 2008
Grand Canyon - South Rimm
Były to czasy kiedy nie znałem znaczenia słowa Stubborn, maile z Nowego Yorku czekały w długiej kolejce na odpisanie a Zbyszka w powszechnej świadomości kojarzono z Mountain View. Dziś jest inaczej, natomiast reszta, reszta pozostała niezmieniona...
Wednesday, December 24, 2008
Wesołych Świąt - Merry Christmas
Wszystkiego Najlepszego, Zdrowia, Szczęścia oraz Wszelakiej Pomyślności na Czas Świąt Bożego Narodzenia życzymy Całym Naszym Rodzinom oraz Wszystkim Naszym Znajomym - gdziekolwiek jesteście, skądkolwiek o Nas myślicie.
Piotrek i Ewa
Merry Christmas to our Families and our Friends wherever you are!
All The Best!
Piotrek i Ewa
Jest wporzo....
Friday, December 19, 2008
Wednesday, December 10, 2008
Monday, December 8, 2008
Baby Shower
Baby shower jest rodzajem imprezy, w której rodzice zbierają prezenty dla oczekiwanego lub nowonarodzonego dziecka. Z reguły zapraszają w tym celu swoich znajomych, aby w atmosferze zabaw związanych z oczywistą tematyką zgromadzić niezbędne rzeczy dla niczego nie oczekującego i nie potrafiącego przydatności owych dóbr oszacować przybysza (w tym wypadku Mayi). Powiem szczerze, że w swej ignorancji usłyszałem o instytucji baby shower dopiero tutaj w Ameryce, podczas wieczornych podróży po Mid Weście opisanym w „Delicjach ciotki Dee”. Moja wiedza w tej materii okazała się jednak niepełna. Do tej pory myślałem bowiem, że jest to impreza organizowana przez przyszłe lub dopiero świeżo upieczone mamy, dla mam obecnych, przyszłych, oczekujących lub nie oczekujących niczego. Okazało się jednak, że nie, że także kawaler taki jak ja również może stać się częścią okolicznościowej imprezy, kojarzonej głównie z przejawem kultury amerykańskiej. Może! To potwierdziło się w ostatnią sobotę, tak samo jak to, że baby shower jest element kultury bardziej niż globalnej… W ogóle impreza ta, jak każda inna impreza w Kalifornii, była imprezą bardzo międzynarodową. Byli więc Amerykanie a wśró nich Amerykanie polskiego oraz włoskiego pochodzenia. Nie zabrakło oczywiście wszędobylskich Azjatów, za to nie było o dziwo Hindusów, ale ich brak swą obecnością rekompensowali Rosjanie (na szczęście nie za długo). Nie jestem w stanie wymienić kogo tutaj nie wymieniłem…było jak zwykle międzynarodowo. Wśród popularnych tematów imprezowych było się można dowiedzieć jak żyje się obecnie i jak żyło się dawniej na East Kołście i północy Stanów. Można także było osłuchać się jakie imprezy ostatnio odbywały się w Las Vegas i które były warte atencji, które udziału, a które nie były warte niczego. Można wreszcie było powrócić także na chwilę do Europy i posłuchać oraz dowiedzieć się, jakie plusy ma Londyn i dlaczego ma ich tak mało… Słowem można było zgadać cały świat i w razie czego nawet więcej. Można było bowiem pogadać także o tym, co poza światem widzialnym. W tym celu podjęto próbę wytłumaczenia mi istoty nieskończoności wszechświata – chyba nawet coś zrozumiałem (to tyle o astrofizykach, na imprezach u których łatwo wylecieć z orbity). Jak widzicie można było o rzeczywistości i można było o abstrakcji, ale ja w swej rubasznej prostocie przyłożyłem ucho do niezwykle barwnych opowieści z innej zupełnie beczki… Rzecz traktowała o mieszkańcach pewnej dobrze mi znanej krainy i miała coś w sobie z dwojga rodziców. Trwogę rzeczywistości i małość ludzkiej (tym razem mej) wyobraźni w konfrontacji z majestatem abstrakcji… Opisane wydarzenia wyłożone zostały mi z pierwszej ręki, z należytą kronikarską rzetelnością tak jak faktycznie miały miejsce, czyli bez większych niż wskazane na standardowe cele towarzyskie upiększeń (podkolorowane może jedynie westchnień sentymentem)…Działy się te rzeczy w midlandzie naszego hajmatu, gdzieś na granicy dawnego województwa sieradzkiego i jakiegoś jemu sąsiedniego, którego nazwy w tej chwili nie pomnę…Właśnie w tym sieradzkim, gdzieś bardzo na uboczu, wiodła od wieków swoje spokojne, pracowite życie mała społeczność, która mimo upływu lat nie przestała budzić zawiści wśród pozostałej części mieszkańców nieistniejącego już województwa. Charakteryzowała się ona niezwykłą pracowitością, zawziętością i wyróżniały ją także pewne specyficzne rysy twarzy, które wraz z wystającymi policzkami stanowiły pozostałość dawnych wpływów tatarskich na te okolice. Okazuje się, że każdy porządny dawny sieradczok rozpozna po owych policzkach, bez najmniejszego zawahania, przedstawiciela tejże społeczności (ja byłem tym faktem przyznam poruszony – na moim podwórku bowiem, wszyscy z grubsza wyglądali tak samo). Okazuje się, że powodem dookolnej zawiści była wcześniejsza niż w pozostałych rejonach kraju emancypacja kobiet (postęp zawsze budził niepokój ogółu). A tutaj właśnie przybrał on formę równego do maszyn i robót polowych kobiet i mężczyzn uprawnienia. Owocowało to znacznym zwiększeniem wydajności pracy w polu i dawało mężczyznom szansę znalezienia dodatkowych źródeł zarobku, które skutkowały z kolei skuteczniejszym niż w reszcie statystycznego województwa pomnażaniem dochodu. Na wsi, jak głosi stereotyp, nie potrzeba powodu, by mieć przyczynek do wielopokoleniowej kłótni (tyczy się to także globalnej polityki – wszak to globalna wioska dzisiaj). Zatem nierówność (czyt. niesprawiedliwość) materialna powodem do zawiści była doskonałym. I tu przechodzimy w sposób gładki i logiczny do historii, które każdy z nas zna przynajmniej z opowieści. Któż z nas nie słyszał milionów historii o zabawach wiejskich, które niechybnie zmierzały do tego samego końca? Finał był z reguły ten sam. Zawsze znalazł się w grupie rozentuzjazmowanego tłumu jakiś śmiałek, który powodowany zawiścią, zazdrością, tanim winem, afektem żywionym ku kobiecie, czy po prostu urażoną ambicją, gotów był sięgnąć po pierwszą sztachetę z płotu. Niezmiennie zaskakiwały i poruszały mnie do żywego takie historie (o samych bijatykach wiem z resztą coś więcej niż tylko ze słyszenia), ale tym razem zwróciłem swoja uwagę na nieco inny element słowiańskiej kultury. Okazało się bowiem, że na tym całym naszym temperamencie można także było zarobić. Ba…temperament ten nawet może się stać także pewnym przyczynkiem pozytywnych zmian w krajobrazie. Po każdej zabawie bowiem braki w okolicznych płotach uzupełniano nowymi elementami galanterii budowlanej aż w końcu, zadając kres chuligańskim wybrykom, dokonano niezbędnych usprawnień i modyfikacji, nadając okolicznym ogrodzeniom bardziej solidną i zarazem mniej tymczasową formę. Tu znów pojawił się pewien przedsiębiorczy osobnik, który swa postawą jednak mi zaimponował. Po dokonaniu kolejnego płotczanego improvementu zdecydował się on bowiem sprzedawać wymienione co dopiero sztachety ze starego płotu, gotowym na wyrwanie i zaskoczonym jego brakiem, przybyłym na miejsce uczestnikom imprezy. Pod okoliczną remizą podczas sobotniej zabawy dokonywał on pierwszych transakcji wprost z przyczepy swojego żuka. Pomysł po prostu genialny, nie wiem jak długo udało mu się utrzymać kolejkę i asortyment w ryzach. Postawa jednak wydała mi się godna naśladowania i dowiodła tego, że nawet jak jest źle, to nie znaczy, że nie da się czegoś z tym zrobić. Tu nastąpiła seria opowieści, które miały swój rodowód w niekończącym się odwecie za wyrządzone krzywdy. Po prostu kolor prowincji w całym blasku. Przyznam szczerze, że faktów takich o moich rodakach i o swoim kraju nigdy bym się nie dowiedział, gdyby nie rozwój i upowszechnienie Internetu, jeden bardziej leniwy od reszty poranek, trochę szczęścia i niespokojne ręce, którym wiele w dziedzinie poszerzania mej wiedzy zawdzięczam…A wszystko działo się na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej z dala od miejsc i ludzi, o których co usłyszałem tutaj właśnie zapisałem. Sam nie wiem ile tutaj mojej interpretacji, a ile w tym rzetelnego przekazu, ponieważ często opisuję sytuacje takimi jakimi je zapamiętałem, a nie takimi jakie mi je opowiedziano. Nie muszę przy tym dbać o copyrighty, poprawność polityczną, zgodność historyczną czy nie urażanie uczuć innych. Nim na dobre zacznie mi jej brakować dam jeszcze upust swojej słowiańskiej naturze i na dosłowność Kalifornii w tym miejscu sobie ponarzekam. Chociaż z drugiej strony jest to także kraina, w której miarą sukcesu zawodowego jest liczba wypowiadanych bez zmrużenia oka, niby niezauważalnie w konwersację wtopionych, budujących aurę tajemniczości Tielejów*. No cóż…nic nie jest wystarczająco proste i jednoznaczne…Od czego to ja dziś zacząłem? Ahhh…baby shower. Zdjęć na razie nie zamieszczę bo żadnych też nie zrobiłem, a na copyrajty mam respekt…Póki co, wciąż mając w pamięci imprezę, czekamy na dzień, w którym poznamy Cię Mayu.
*(Three Letter Acronyms)
*(Three Letter Acronyms)
Sunday, December 7, 2008
Upper Antelope - powrót
Antelope Canyon is located near Page on Navajo Nation land, just outside Glen Canyon National Recreation Area and close to AZ 98 a few miles east of town (at milepost 299). Antelope Canyon is the most visited slot canyon in the Southwest, partly because it is easily accessible and by far the most publicized, and also since it is extremely beautiful, with just the right combination of depth, width, length, rock color and ambient light; many other slot canyons are deeper, narrower or longer, and some have rock that is even more colorful and sculptured, but here conditions are ideal.
Kanion Antylopy leży nieopodal miejscowości Page tuż poza granicą Glen Canyon National Recreation Area w pobliżu drogi stanowej numer 98. Jadąc od Flagstaff skręćcie przed samą miejscowością Page na wschód, jedźcie w kierunku elektrowni z trzema dymiąymi kominami (niezłe intro do Monument Valley - sprawdźcie sami) . Po przejechaniu kilku mil tuż przy znaczniku "299 mila" znajdziecie zapewne parking z kilkoma samochodami 4WD i grupką znudzonych indian gotowych zainkasować okrągłą sumkę za dosyć wątpliwej jakości usługę przewodniczą. Teren ten jest zasiedlony przez Lud Indian Navajo i jest niezwykle bogaty w przyrodniczo-inzynierskie atrakcje turystyczne (Horseshoebend, tama + most, marvel canyon+mosty).
Kanion Antylopy sklada sie z dwóch części (Upper and Lower) i jest najczęściej odwiedzanym kanionem szczelinowym w południowo-zachodniej Ameryce. Na jego popularność składa się po częsci łatwa dostępność, niezwykły wygląd i perfekcyjna kombinacja wymiarów geometrycznych, takich jak głębokość, dlugość, szerokość. W kanionie panuje przyjemny półmrok a niezapomnianych wrażeń dostarcza gra światła słonecznego wpadającego przez szczeliny w górnej jego części z ciepłym kolorem piaskowca, który stanowi budulec kanionu. . Weźcie pod uwagę także miesiąc, w którym chcecie odwiedzić kanion. Ze względu na Flash floods* (błyskawiczne powodzie) kaniony nie są dostępne przez okrągły rok. Niebezpieczeńswto wystapienia takiej powodzi wymaga także pewnej organizacji, która sprowadza się do wynajecia przewodnika. A to z kolei powoduje koszty...No właśnie, koszt wyprawy do kanionu to równowartość 31$ (6$ to opłata za wjazd na teran rezerwatu a 25$ od osoby to koszt pobierany przez umiejących liczyć dolary Indian). Między 15. Marca a 7. Października macie szansą zobaczyć snopy światła penetrujące szczelinę kanionu (niesamowite wrażenie, które do tej pory widziałem jednak jedynie na zdjęciach w internecie). Zamieszone poniżej zdjęcia nie są podkręcane, ale jak wszyscy zgodnie twierdzimy wyglądają lepiej niż rzeczywistość a rzeczywistość w tym wypadku jest niesamowita...
Konkludując, Page jest obowiązkiem na szlaku turystycznym każdego śmiałka pragnącego przemierzyć zachód.
* Sprawa wydaje się poważna gdyż Lower Antelope ma na koncie jedenaście ofiar, które zginęły podczas jednej z takich powodzi.
Kanion Antylopy leży nieopodal miejscowości Page tuż poza granicą Glen Canyon National Recreation Area w pobliżu drogi stanowej numer 98. Jadąc od Flagstaff skręćcie przed samą miejscowością Page na wschód, jedźcie w kierunku elektrowni z trzema dymiąymi kominami (niezłe intro do Monument Valley - sprawdźcie sami) . Po przejechaniu kilku mil tuż przy znaczniku "299 mila" znajdziecie zapewne parking z kilkoma samochodami 4WD i grupką znudzonych indian gotowych zainkasować okrągłą sumkę za dosyć wątpliwej jakości usługę przewodniczą. Teren ten jest zasiedlony przez Lud Indian Navajo i jest niezwykle bogaty w przyrodniczo-inzynierskie atrakcje turystyczne (Horseshoebend, tama + most, marvel canyon+mosty).
Kanion Antylopy sklada sie z dwóch części (Upper and Lower) i jest najczęściej odwiedzanym kanionem szczelinowym w południowo-zachodniej Ameryce. Na jego popularność składa się po częsci łatwa dostępność, niezwykły wygląd i perfekcyjna kombinacja wymiarów geometrycznych, takich jak głębokość, dlugość, szerokość. W kanionie panuje przyjemny półmrok a niezapomnianych wrażeń dostarcza gra światła słonecznego wpadającego przez szczeliny w górnej jego części z ciepłym kolorem piaskowca, który stanowi budulec kanionu. . Weźcie pod uwagę także miesiąc, w którym chcecie odwiedzić kanion. Ze względu na Flash floods* (błyskawiczne powodzie) kaniony nie są dostępne przez okrągły rok. Niebezpieczeńswto wystapienia takiej powodzi wymaga także pewnej organizacji, która sprowadza się do wynajecia przewodnika. A to z kolei powoduje koszty...No właśnie, koszt wyprawy do kanionu to równowartość 31$ (6$ to opłata za wjazd na teran rezerwatu a 25$ od osoby to koszt pobierany przez umiejących liczyć dolary Indian). Między 15. Marca a 7. Października macie szansą zobaczyć snopy światła penetrujące szczelinę kanionu (niesamowite wrażenie, które do tej pory widziałem jednak jedynie na zdjęciach w internecie). Zamieszone poniżej zdjęcia nie są podkręcane, ale jak wszyscy zgodnie twierdzimy wyglądają lepiej niż rzeczywistość a rzeczywistość w tym wypadku jest niesamowita...
Konkludując, Page jest obowiązkiem na szlaku turystycznym każdego śmiałka pragnącego przemierzyć zachód.
* Sprawa wydaje się poważna gdyż Lower Antelope ma na koncie jedenaście ofiar, które zginęły podczas jednej z takich powodzi.
** GALERIA FOTO**
![]() |
| Upper Anthelope Google photos link |
Thursday, December 4, 2008
Monday, December 1, 2008
Four Corners - na styku Stanów (świadomości)
Four Corners (pol. cztery rogi) - jest szczególnym miejscem w zachodniej części USA (niestety to jeszcze ciągle zachód). Ehhhh, kiedy Midland?? W miejscu tym bowiem schodzą się granice czterech amerykańsich stanów: Utah, Kolorado (ang. Colorado), Nowy Meksyk (ang. New Mexico) oraz Arizony.
Ciekawostka: Każdy znas jest w innym stanie.
** GALERIA FOTO **
Foto by Zbyszek Skolicki.
Samo miejsce leży w przysłowiowym Midle of Nowhere na terenie rezerwatu narodu Navajo (rezerwat ten objęty jest zakazem sprzedaży alkoholu i jest nazwany przez tubylców Dry Zoną-lepiej weźcie alkohol ze sobą). Oprócz wbetonowanego znacznika geodezyjnego, do którego dobudowano parking i całą otoczkę wynoszącą miejsce do rangi atrakcji turystycznej, ciekawostką będzie na pewno widok, którego nikt z nas w tym miejscu się nie spodziewał. Na parkingu, zaraz po tym jak opuscicie samochód, z pewnością zawachacie się czy skierować swe kroki w miejsce przebiegu granic, czy zatrzymać się na chwilę i dać się ponieść wrażeniu jakie robią pobliskie, okryte majestatem potęgi i warstwą wiecznego sniegu szczyty gór Colorado.
Jest to jedyne miejsce na terenie USA, gdzie granice stanów krzyżują się pod kątem prostym (a w prosty sposób, proste emocje znajdują ujście). Nie wierzycie? Sprawdzcie!
** GALERIA FOTO **
Sunday, November 23, 2008
Thursday, November 20, 2008
California Academy of Science
Okazuje się, że nie da się ze mnie tak po prostu wyciąć i zaleczyć zainteresowania budynkami oraz procesem ich wznoszenia. Jest to dla mnie, o czym często sie przekonuje, najbardziej ekscytujący etap na drodze całego projektu. Odbywa się niemal w całości na niezwykle dla mnie interesujących placach budów i zwykle rządzi nim chaos, uplywający czas, pieniądz i ludzka emocja - po prostu samo życie. Te same emocje i podwyższony poziom adrenaliny towarzyszyły mi na budowach Metropolitana, Ronda 1 czy Hotelu Marriot na warszawskim Okęciu. Po prawie trzech latach przerwy powróciłem z wizytą na budowę i mam wrażenie, że jakieś odgórne zrządzenie lub po prostu przypadek spowodowały, że była to od razu nie byle jaka budowa...Na kilka tygodni przed oficjalnym otwarciem, California Academy of Science stała się objektem mojego (i nie tylko mojego) zainteresowania. Pewnego kalifornijskiego poranka, zeskakując z motoru, zmieniając niemal w locie kask motorowy na budowlany poczułem znów to uczucie podniecenia. Oto stałem dumnie przed utęsknionym polem budowlanej bitwy. Znów poczułem zapach adrenaliny. Nie rozglądając się za długo, wmaszerowalem razem z pierwszymi grupami monterów na teren zupełnie nie znanej mi do tej pory budowy... Przepiękny Indian Summer - pomyślałem, a w sercu czaiła się wiosna.
Tablica Budowy:
Architektura:
- Renzo Piano
- Santec Architecture of San Francisco
Architetura terenu:
- The SWA Group
Inżynieria budynku:
- Ove Arup
Fakty:
Projekt jest dobrym przykładem jednego z najbardziej zaawansowanych współczesnych budynków uwzględniających aspekty środowiskowej integracji i ograniczonego szkodliwego wpływu na otoczenie. Podszas procesu projektowego podjęty został szereg wysiłków mających na celu ograniczenie do minimum zużycie energii powstałej z paliw nieodnawialnych i zastąpienie jej technologiami mającymi na celu zapewnienie jak najbardziej optymalnego wykorzystania potencjału tkwiącego w siłach natury. Ogólny bilans energrtyczny budynku i jego ograniczony, negatywny wpływ na środowisko zewnętrzne zaowocowaly uzyskaniem przez CAoS certyfikatu LEED Platinum, który przyznawany jest przez Green Building Council budynkom o szczególnie zaawansowanych rozwiazaniach pro-ekologicznych.
Niektóre ciekawostki:
- Ograniczeno o 50% ilości ścieków odprowadzanych z budynku do kanalizacji
- zainstalowano 60.000 ogniw fotowoltanicznych celem uzyskania energii na potrzeby budynku
- "Zielony dach" o powierzchni jedego hektara stanowi przekrycie budynku,
- 15,000 m3 betonu uzytego do konstrukcji budynku pochodzi z odzysku,
-naturalne światło dzienne stanowi główne źródło oświetlenia w 90% przestrzeni przeznaczonych na stały pobyt ludzi,
- 500 ton zastosowanej do budowy stali pochodzi z recyklingu
-materiały izolacyjne ścian wykonano ze strzępów materiału do produkcji dżinsów.
Budynek pojawił się do tej pory w programach:
- Discovery Channel - Extreme Engineering series 2006
- National Geographic Channel - Man made series, Lipiec 2008
Ptem wróciłem do CAoSu jeszcze raz, tuż po otwarciu. Tym razem by dowiedzieć się jakie mam w zyciu priorytety i co jest dla mnei ważne...
Subscribe to:
Posts (Atom)




